Kamienny krzyk – Seria zasłyszane historie

Kamienny krzyk

Kiedy kończyłem kamieniarskie czeladnikowanie, wezwał mnie majster, postawił na stole pół litra i nalał każdemu po dobre pół szklanki.

– Chcesz być dobrym rzemiechą? – Zapytał i spojrzał mi prosto w oczy. – Wiem, że się starasz, ale to za mało.

– Co mam zrobić?

– Oddaj kamieniowi duszę – majster pokazał starą bliznę, która biegła przez wnętrze prawej dłoni. – A wtedy on cię poprowadzi.

Dwadzieścia lat później byłem znanym kamieniarzem, którego klienci sobie polecali. Zwłaszcza ci, którzy chcieli, bym oddał w kamieniu twarz czy postać zmarłego. „Jakbyś go pan znał”, mówili. I zawsze dziękowali za pracę. Prawie zawsze.

Tamtego popołudnia zjawiła się para trzydziestolatków. Oboje eleganccy, wyglądali na zasobnych. Mężczyzna podał mi kilka fotografii starej kobiety o miłej twarzy.

– Niech pan dobrze wykona swoją pracę. Bez pośpiechu, mama poczeka – ciężko westchnął. – Przecież wie, jak bardzo ją kochaliśmy.

Kobieta, która mu towarzyszyła, stała obok z nieprzeniknionym wyrazem twarzy. Wyglądała, jakby odseparowała się od świata pancerną szybą, żeby, jak sądziłem, nikt nie zobaczył jej cierpienia, ani nie usłyszał skargi rozpaczy.

Chociaż słowa mężczyzny były pełne czułości, oczy patrzyły obojętnie. Nigdy nie przyjmowałem zleceń od tych, którzy wzbudzali moją instynktowną niechęć. Już chciałem odmówić, gdy wzrok powędrował w głąb warsztatu, do bloku białego marmuru. Miałem wrażenie, że kamień właśnie czekał na tych ludzi. Przyjąłem zamówienie. Kiedy wyszli, zacząłem oglądać fotografie, czekając, aż pojawi się natchnienie. I nagle wiedziałem, jaki kształt kamień chce przybrać.

Chociaż słowa mężczyzny były pełne czułości, oczy patrzyły obojętnie. Nigdy nie przyjmowałem zleceń od tych, którzy wzbudzali moją instynktowną niechęć. Już chciałem odmówić, gdy wzrok powędrował w głąb warsztatu, do bloku białego marmuru. Miałem wrażenie, że kamień właśnie czekał na tych ludzi. Przyjąłem zamówienie. Kiedy wyszli, zacząłem oglądać fotografie, czekając, aż pojawi się natchnienie. I nagle wiedziałem, jaki kształt kamień chce przybrać.

Kilka razy doświadczyłem też stanu, że dłuto traciło swą wagę, a marmur pod uderzeniami młota pulsował ukrytą energią. Kto wówczas pracował dłutem, ja czy tajemnicza ręka, która wychylała się z mroku i wsuwała w dłoń, którą niegdyś, za podpowiedzią starego mistrza, naciąłem w ofierze krwi?

I właśnie w takim stanie rzeźbiłem postać staruszki. Miesiąc później zadzwoniłem do klienta, że pomnik jest gotowy. Kiedy małżeństwo stanęło w progu pracowni, kobieta krzyknęła z wrażenia i zemdlała. Mężczyzna zamarł w pół kroku, jakby to jego wykuto w kamieniu.

Podbiegłem do leżącej. Kiedy ją ocuciłem, przerażona kobieta zaczęła szeptać gorączkowo:

– Zabiłam ją. Nie mogła wstawać z pościeli, a ja miałam już dosyć jej podcierania. Pielęgniarki zjawiały się na kilka godzin, a potem zostawałyśmy same. Tak właśnie wyciągnęła do mnie rękę, kiedy odchodziłam – wskazała na pomnik. – Jakby mnie błagała, bym została. Ale nie mogłam. Chciałam, żeby umarła. Ciebie nigdy nie było – popatrzyła na mężczyznę. – Uciekałeś do pracy, uciekałeś ode mnie, od własnej matki. Kiedy wyjechałeś na miesiąc, zamknęłam ją w domu i też wyjechałam.

Wezwałem policję i powtórzyłem przyznanie się do zabójstwa.

Kiedy zostałem wreszcie sam, spojrzałem na cień staruszki, który towarzyszył mi w pracy. Zacząłem się modlić. Prosiłem, żeby kobieta odeszła w pokoju, gdyż winni jej śmierci głodowej zostaną ukarani.

„Zasłyszane historie” to losy ludzi, które od zawsze zapisywałem. Zatrzymałem w nich twarze i wydarzenia, które miały miejsce. Jedynie dla dobra relacji opowieści zostały uatrakcyjnione fabularnie.

Kamienny krzyk

Autor: Paweł Szlachetko

Erzet

www.siedliskostrachu.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: