Lot 287 – Seria zasłyszane historie

Lot 287

Wzięłam urlop okolicznościowy i kupiłam bilet na przelot do Gdańska. Dwa dni wcześniej dostałam telefon od szwagra, że Jagodzie usunięto nerkę, a druga z trudem pracuje. Siostra została wpisana na listę oczekujących na przeszczep. Podobno lekarz szczerze przyznał szwagrowi, że czekanie może trwać latami. No i nie wszyscy trafiają na odpowiedniego immunologicznie dawcę.

– Co teraz się z nią stanie? – Spytałam Tomasza.

– Jagódka musi chodzić na dializy. Bez tego nie da się żyć.

Poczułam, że muszę jak najszybciej się z siostrą zobaczyć. Jakby coś mnie poganiało. Zadzwoniłam do kas LOT–u. Miałam szczęście, gdyż minutę wcześniej ktoś zrezygnował z rezerwacji ostatniego wolnego miejsca.

Następnego dnia wsiadłam do samolotu. Sięgnęłam po kupioną tego dnia książkę medyczną, w której opisano skutki chorób nerek. Chciałam dowiedzieć się o wszystkim, groziło Jagodzie.

– Jest pani lekarzem? – Spytał siedzący obok pasażer i wskazał na książkę.

– Nie, ale moja siostra jest chora – odparłam, i nie wiedzieć czemu, zaczęłam obcemu człowiekowi opowiadać o miłości, która łączyła nas od czterdziestu lat.

Nie miałyśmy rodziców i tylko dzięki wzajemnemu wsparciu, udało się nam pokonać przeszkody życiowe. W trakcie długiej opowieści wzruszyłam się, raz czy dwa po policzku spłynęły łzy. Na koniec dodałam, że jestem przerażona, gdy pomyślę, jak siostra musi cierpieć i bać się, mając świadomość, że może nigdy nie doczekać się przeszczepu, który uratuje jej życie.

– Tak bym chciała jej pomóc.

Współpasażer, który przedstawił się jako Wiesław, wysłuchał cierpliwie moich słów. A potem powiedział, że też nie jest w najlepszym nastroju. Leciał do bratanka, którego był jedynym krewnym. Młody mężczyzna dwa dni wcześniej miał wypadek uliczny.

– W mojej obecności lekarze odłączą go od respiratora – powiedział ze smutkiem. – Wczoraj wieczorem spytano mnie przez telefon, czy nie oddałbym narządów Adama do przeszczepów. Wtedy nie chciałem o tym słyszeć, ale dziś, gdy opowiedziała mi pani o sobie i siostrze… Proszę zostawić mi telefon, imię i nazwisko. – Zamyślił się na sekundę i uśmiechnął. – I pomyśleć, że nigdy byśmy się nie spotkali, gdyby nie tamten mężczyzna.

– Jaki? – Zaciekawiłam się.

– Siedzi w przedostatnim rzędzie. Przed startem poprosił, żebym zamienił się z nim miejscami. Bardzo mu na tym zależało.

Odwróciliśmy się oboje. Ku naszemu zaskoczeniu, kilka rzędów dalej zobaczyliśmy puste miejsce. Pytana stewardesa powiedziała, że od początku lotu nikt go nie zajął.

Dla Jagody wszystko dobrze się skończyło. Dwa dni później, po badaniach, okazało się, że tragicznie zmarły Adam miał identyczną grupę krwi, zaś ich narządy miały wysoką zgodność tkankową.

„Zasłyszane historie” to losy ludzi, które od zawsze zapisywałem. Zatrzymałem w nich twarze i wydarzenia, które miały miejsce. Jedynie dla dobra relacji opowieści zostały uatrakcyjnione fabularnie.

Lot 287

Autor: Paweł Szlachetko

Erzet

www.siedliskostrachu.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: