Przejażdżka – Seria zasłyszane historie

Przejażdżka

Tamtego dnia zamierzałam jechać z dziećmi do znajomych na działkę. Sześcioletnią Nataszę posadziłam obok siebie, a dwuletni Krzyś znalazł się w foteliku z tyłu.

Po kilkunastu minutach jazdy piękna dotąd pogoda gwałtownie się popsuła. A przecież cały dzień miało świecić słońce. Tak przynajmniej zapowiadano w prognozie. A tu niebo gwałtownie zaciągnęło się ciemnym granatem.

Na ulicy zrobiło się szaro. Przebiegło mi przez głowę, że jeszcze mogę zawrócić. Ale w końcu nic nam nie groziło, nawet zmoknięcie. No i byłam przekonana, że zła pogoda szybko minie.

A jednak po kilku minutach powietrze zszarzało i stało się niemal popielate. Po chodnikach i jezdni zaczęły wirować, gazety i wszystkie inne brudy, które jakby zostały wyssane z zakamarków miasta. Przechodnie rozbiegli się po domach, sklepach i kawiarniach.

Ogarnął mnie niepokój. W pewnej chwili okazało się, że jadę sama pustą ulicą. Wtedy poczułam pierwsze uderzenie wiatru w samochód. Z trudem utrzymałam fiata na kursie. Zrozumiałam, że dalsza jazda jest zbyt niebezpieczna.

Zjechałam na pobocze i zaciągnęłam hamulec ręczny. Sekundę później z góry lunęła ulewa. To już nie był deszcz, ale prawdziwe urwanie chmury. Wycieraczki z trudem czyściły szyby. W powietrzu wirował pył wodny, który mieszał się ze śmieciami. Radio nieoczekiwanie zamilkło. Usłyszałam dochodzący z zewnątrz huk. Szalała wokół nas trąba powietrzna. W głębi ulicy przeleciała wyrwana z muru markiza. Po jezdni przetoczyło się kilka śmietników, sypiąc wokół nieczystościami. Gdzieś rozległ się brzęk tłuczonego szkła.

Uspokajałam Nataszę, że zaraz wszystkie minie, ale sama trzęsłam się w środku niczym galareta. W oczach córki pojawiły się pierwsze łezki. Przytuliłam ją i zapewniłam że nic nam nie grozi.

Otoczyła nas absolutna cisza. Zrozumiałam, że znalazłyśmy się w oku trąby powietrznej. Chociaż trwało to kilka sekund, miałam wrażenie, że czas wyraźnie zwalnia. W lusterku wstecznym, przy foteliku Krzysia, zobaczyłam mężczyznę. Skąd się wziął? Tamten uśmiechnął się i powiedział spokojnym głosem:

– Przesuń samochód kilka metrów do przodu, proszę. – Nie bałam się nieznajomego. Jego obecność wręcz napełniła mnie ufnością. Chciałam tylko spytać kim jest?

On jednak spojrzał stanowczym wzrokiem. Spełniłam prośbę. Przejechałam pięćdziesiąt metrów. Kiedy ponownie zaciągałam hamulec ręczny czas gwałtownie przyspieszył. Znowu rozpętało się wokół piekło.

Pod uderzeniami nawałnicy pękło rosnące w pobliżu stare drzewo. Z hukiem i trzaskiem walących się grubych konarów uderzyło w miejsce, z którego chwilę wcześniej odjechałam. Wystraszona krzyknęłam. Odwróciłam się żeby spojrzeć przez tylną szybę. Na tylnym siedzeniu, prócz Krzysia, nie było nikogo.

Przejażdżka

Autor: Paweł Szlachetko

Erzet

www.siedliskostrachu.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: