ZASŁYSZANE HISTORIE / Za wszystko trzeba zapłacić

ZASŁYSZANE HISTORIE

Mężczyzna leżał przy ścianie szpitalnej separatki w kałuży krwi. Na twarzy ramionach i nogach miał setki drobnych ran, jakby pogryzła go szczurza wataha. Na ścianach widniały krwawe odciski ciała. Najwyraźniej nieszczęśnik miotał się po całym pomieszczeniu, próbując uciec przed napastnikami. Ale szczury? W separatce?
To niemożliwe… Co więc stało się w nocy w zamkniętym pomieszczeniu, za którego drzwiami na korytarzu czuwał w nocy sanitariusz? Jak ustalił patolog, zgon nastąpił w wyniku zatrzymania akcji serca. Zawał mógł zaś spowodować paniczny strach.

Na jednej ze ścian, pod brązowiejącymi już plamami krwi zobaczyłem realistyczny rysunek zrobiony czarną kredką. Przedstawiał mężczyznę, który z wyżartą twarzą, niczym ślepiec, bada przed sobą drogę.

– To była jego obsesja – usłyszałem za plecami głos lekarza. – Stale o tym mówił i wszędzie to rysował. Prześladowały go szynszyle. Opowiadał, że wystarczy, że zamknie oczy, a zwierzaki rzucają się na niego z każdej strony.

– Takie hodowlane? – Zapytałem. – Na futra?

Lekarz przytaknął. Cofnąłem się na korytarz, żeby wpuścić techników kryminalistyki. Ponieważ każde pomieszczenie było monitorowane, poprosiłem o nagranie z nocy. Rodzina domagała się od prokuratury ustalenia, jakie procedury zostały złamane w czasie opieki nad pacjentem. Było więcej niż pewne, że odszkodowanie rzuci klinikę na finansowe kolana.

Przez następny miesiąc próbowałem dowiedzieć się czegoś o mężczyźnie, który jeszcze niedawno należał do największych producentów szynszylich skórek w województwie. Facet raczej trzymał się w cieniu i dbał, żeby niewiele o nim mówiono. Dlaczego? Zacząłem przesłuchiwać rodzinę i współpracowników.

„Ojcu nie zależało na rozgłosie. Najważniejsza była dla niego praca. No i kochająca go rodzina. Właściwie to wszystkie wolne chwile spędzał na fermie, która była jego oczkiem w głowie.”

„To był kawał drania. Kiedy doniosłem na niego do Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, wyrzucił mnie z pracy z fermy. Ale ja już nie mogłem wytrzymać. Zwierzęta były ścieśnione w klatkach ponad dopuszczalne normy. Głodne, zagryzały się nawzajem. Sporo padało z pragnienia. To był obóz koncentracyjny, nie hodowla.”

ZASŁYSZANE HISTORIE

„Nic jako Towarzystwo Ochrony Zwierzat nie mogliśmy mu zrobić. Facet opłacał się odpowiednim ludziom, a oni trzymali nad nim parasol ochronny. Proboszcz też go wychwalał, że jest człowiekiem prawym i sprawiedliwym. W zamian, co niedziela, w zakrystii dostawał gruby plik banknotów na cichą tacę”.

„Nad ranem nasza jednostka została wezwana do pożaru. Na miejscu zastaliśmy jeden ogromny słup ognia. Boże, jeszcze do dziś słyszę ten przeraźliwy wrzask palących się zwierząt, które miotały się w klatkach. To było ewidentne podpalenie dla wymuszenia wysokiej polisy ubezpieczeniowej”.

„Jako ubezpieczyciel mogę powiedzieć oficjalnie, że pożar nastąpił w wyniku zbiegu nieszczęśliwych okoliczności. Prywatnie? Właściciel podpalił swoją fermę, żeby zgarnąć wielomilionowe odszkodowanie, gdyż hodowla zaczęła padać. Ale nie ma na to dowodów, a raczej gdzieś zaginęły u was w prokuraturze.”

„Myślę, że majątkowa strata mogła być powodem olbrzymiego wstrząsu psychicznego. Jako lekarz rodzinny zostałem wezwany do pacjenta, gdy zaczęły prześladować go urojenia. Według mnie to były pierwsze objawy schizofrenii. On wszędzie widział szynszyle. Zwierzaki podobno się na niego rzucały, gryzły, skakały do twarzy, gdy tylko zamknął oczy. Po paru tygodniach skrajnie wyczerpany trafił do psychiatryka”.

– To lekarze zabili mi męża, gdyż nie roztoczyli nad nim właściwej opieki. – Żona denata miała mściwy wyraz twarzy i obie dłonie zacisnęła w pięści. – Nie żyje prawy, sprawiedliwy, bogobojny i kochający rodzinę oraz świat człowiek. Dlatego klinika za wszystko musi mi zapłacić. Znajdę na to dowody i puszczę ich z torbami.

Pomyślałem, że kobieta ma rację – w życiu za wszystko trzeba zapłacić i obowiązuje to każdego.

Wbrew oczekiwaniom, prokuratura nie znalazła dowodów winy szpitala. Być może sanitariusz zszedł z dyżurki. Być może pacjent wzywał pomocy. Być może dałoby się go tamtej nocy uratować. Jednak dziwnym trafem nie dało się odczytać filmu z wewnętrznego monitoringu. Zostałem oskarżony o celowe zniszczenie jedynego dowodu winy szpitala.

Jednak nie udowodniono mi winy. Co więcej znalazłem dowody na celowe podpalenie własnej fermy hodowlanej. Rodzina straciła wszystko. Wkrótce przeszedłem na emeryturę i wreszcie mogłem się zająć moją życiową pasją: prowadzeniem prywatnego schroniska dla zwierząt.

Seria: ZASŁYSZANE HISTORIE

Autor: Paweł Szlachetko

Erzet

www.siedliskostrachu.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: